DOBREJ KSIĄŻKI NIE OBCHODZI CZAS ANI POGODA…
…Autor przyjrzy się tymczasem nogom kelnerki, pięknym, kształtnym, tylko trochę za grubym w kostkach. Potem spojrzy na jej przyjemną, pogodną twarz. Jej brwi łączą się ze sobą, włosy ma zaczesane do tyłu i związane czarną gumką. Pisarza owionie zapach potu i mydła, zapach zmęczonej kobiety. Przez spódniczkę prześwituje zarys majtek. Ten niewyraźny kontur przykuwa teraz jego wzrok: lekka asymetria na korzyść lewego uda wydaje mu się bardzo podniecająca. Kelnerka zauważy spojrzenie obłapiające jej nogi, uda, biodra i westchnie ze zdegustowaną miną wyrażającą błaganie: „Dosyć tego, dajcie mi spokój”…
– Jest to uryweczek z „Rymów życia i śmierci” Amosa OZA. Zacytowałem go tutaj, bo jakież to męsko-damskie… Taaak, warto, warto czytać… A pisać…?
Buszujący we mnie
Minęło przeszło pół wieku od czasu, kiedy pierwszy raz w moje ręce trafił „Buszujący w zbożu”. Miałem wtedy chyba z dwadzieścia lat. Od tego momentu bohater powieści Salingera młokos Holden pozostał ze mną na całe moje życie. Po „Buszującym…” natychmiast zapragnąłem przeczytać wszystko to, co stworzył Salinger. Przeczytałem „Franny i Zooey”, „ 9 opowiadań”, „Wyżej podnieście strop cieśle”. Szukałem następnych pozycji. Wśród „9 opowiadań” jest jedno o chłopcu w dziurawym, za dużym podkoszulku, który ma zdolności przepowiadania cudzych przyszłości, i… swojej? Po przeszło pół wieku muszę się przyznać, że wtedy, w młodości, chyba do końca wszystkiego z powieści Salingera nie kapowałem. Teraz, wydaje mi się, że wtedy powieści Salingera odbierałem podświadomie – długo po ich przeczytaniu nie umiejąc sobie wytłomaczyć, dlaczego, dlaczego twórczość Salingera tak na mnie mocno oddziałuje, dlaczego jego powieści, opowiadania pozostawiają we mnie trwały ślad na całe życie. Dumałem nad tym, co jest takiego w twórczości Salingera, że miliony, miliony ludzi zachwyca parę dni z życia gówniarza. Jaką on Salinger porusza głębię w Buszującym…, że dla milionów staje się literackim guru?! W Buszującym… Holden Caulfield mówi: Uwielbiam książki napisane przez ludzi, z którymi chciałbyś się później zaprzyjaźnić, do których mógłbyś dzwonić, gdy przyszła ci chęć… – Tak, do Salingera mógłbym dzwonić, pragnąłbym długich z nim rozmów. Pyta sędzia Chapmana zamachowca, mordercę – Dlaczego zabiłeś Lennona? – Chapman: „Zrobiłem to, dlatego, żeby cały świat zainteresował się Buszującym w zbożu. Ta książka będzie stanowić moją linię obrony…” Albo młody geniusz, Hincklej, który strzelając do Regana i jego rzecznika mówi – „Jeżeli chcecie znaleźć coś na moją obronę, to zajrzyjcie do Buszującego w zbożu. Poczułem, że przyszedł czas na ponowną lekturę…” Myślę, że… i ja, nigdy bym nie odważył się wziąć pióra do ręki, gdyby dzięki Salingerowi nie buszował we mnie przez dziesiątki lat – ten młokos Holden,albo ten Teddy – dzieciak z opowiadania z dziurą w podkoszulce, skaczący do basenu bez wody…
Czy ja, przecież z wykształcenia krawiec – też mógłbym pisać? Czy ja, mógłbym napisać książkę, powieść, która by Was zainteresowała, znalazłaby czytelnika?
*
PISARZE
Słyszałem, że napisałeś książkę… Ja też powinienem, wiesz, tyle miałem przeżyć, za komuny i w ogóle… I tu, o ile nie wejdziesz w słowo, nie przerwiesz – opowieść będzie się ciągnęła od narodzin, aż po czas „złodziejskiej emerytury” opowiadającego. Taaak, ludzie chcą pisać, piszą, piszą… Piszą z różnych powodów; absolwenci uniwersytetów, by dostać doktorat, doktoranci marzą o profesurze – tak czy inaczej, gros dla podniesienia swojego ego, dla sławy. Mam znajomego, który przedstawiając się zaczyna od: Jestem poetą… – Czy ja, krawiec mogę przedstawiając się, określić siebie również słowem – pisarz? – Jeśli tak, to w takim razie, kim jest np. Olga Tokarczuk, Pilch, czy uwielbiana przeze mnie, kochana Agnieszka Osiecka? Nie wspominając o Noblistach.
Sam nie wiem, jak śmiałem wziąć pióro do ręki? – Co mi przyszło do głowy, że oprócz szycia – od pewnego czasu piszę? Moja autobiograficzna trzytomowa powieść pt. „Życie skrojone na miarę”, którą zaczynałem pisać w 2004r. a wydałem 1 tom w 2008, nawet jak na ten polski nieczytający narodek – nawet, nawet odniosła sukcesik. Parędziesiąt tysięcy czytelników… Wyróżnienie w literackim konkursie im. Władysława Reymonta i inne…
*
NIEPEWNOŚĆ
Popijamy już którąś tam szklaneczkę whisky, parlamy, gadamy, wyciągając wnioski z panującego obecnie w Polsce politycznego i gospodarczego burdelu. Jesteśmy też po obgadaniu męsko damskich zawiłości, a nawet, po opisie przeze mnie mojego niedawno przebytego medycznego zabiegu. Napełniając ponownie szklaneczki, ja w końcu przechodzę do niezwykle istotnego dla mnie tematu – do mojej nie wiedzieć skąd się biorącej pasji pisania. – Powiedz, no powiedz przyjacielu, przecież przeczytałeś moją trylogię, przeczytałeś inne moje powieścidełka, już spotkałeś się z wieloma moimi opowiadaniami, z wypocinami na Fb. – proszę, powiedz, co sądzisz o literackiej wartości, tego całego mojego dorobku? – Tylko szczerze.
Odpowiedz na Janusz „Krawiec” Wiśniewski Anuluj pisanie odpowiedzi